czwartek, 6 lutego 2014

MY WISH LIST CZYLI MOJA LISTA MARZEŃ NIE TYLKO KOSMETYCZYNYCH

Dla odmiany dziś  moja lista marzeń, również tych modowych. Pomyślałam sobie, że pozwoli mi to na zebranie wszystkich "pragnień" w jednym miejscu, a Wam da pogląd na moje plany zakupowe w najbliższej (mam nadzieję ;))  przyszłości.




O bazie pod makijaż Delii przeczytałam  całkiem niedawno i bardzo się  nią zainteresowałam. Chętnie zamienię swoją bazę z Daxu,która mnie już nieco drażni, na coś innego!

  Z kolei na krem CC Bielendy czaję się już jakiś czas, jednak poczekam na wiosnę z tym zakupem. Obecnie stosowanie go pod krem zimowy mijałoby się z celem.
















Całkiem niedawno Celia wprowadziła nowe błyszczyki. Na zdjęciach promocyjnych wyglądają na kryjące, a kolor lekko brzoskwiniowy mi się bardzo spodobał. No i błyszczyków nigdy za wiele! :D




Pierzaste futerko mnie prześladuje przez  Macademian Girl (niedobra! ;P) Miałam w planach zakup w grudniu ale wiadomo święta i inne wydatki. Mam nadzieję, że uda się w marcu. Takie futerko tylko na ciepłe wygląda więc na wiosnę jak znalazł.






 

Nie wiem czemu na to wcześniej nie wpadłam. Długie rękawiczki świetnie się sprawdzą do bluzek z rękawami 3/4,których mam sporą ilość. Do tej pory nosiłam ocieplacze, ale obecnie szukam długi rękawiczek. Problemem jest tylko brak kolorów w ofercie sklepowej,ale się nie poddaję!




Romero Jennings dla MAC





 Romero Jennings jest głównym wizażystą firmy MAC (polecam jego instagrama!) i geniuszem w swoim fachu. Ten makijaż na pewno wypróbuję latem! Papuzia kolorystyka to coś dla mnie!


WIBO Velvet




















Oj czaję się,  czaję na Velvetowy lakier Wibo! Ale jakoś do tej pory nie udało mi się go zakupić, w sumie nie wiem czemu. Szczególnie kolor bordowy jest pociągający. No i fajnie mieć milusie pazokcie nie? ;)




 O tej szczotce piszą wszyscy i wszyscy w superlatywach. Muszę przekonać się sama o jej magicznych właściwościach!

 Spódnica z serii nigdy nie mów nigdy. Kiedyś zarzekałam się że nigdy w życiu poziomych pasków. A teraz.. cóż.. teraz pożądam!!!


Czy naprawdę muszę coś więcej pisać o tej torbie? Ten kolor, ten kształt, ta wielkość!! Będę szukać takiej do upadłego!





niedziela, 26 stycznia 2014

MASKA TKANINOWA ACTIVE GOLD L'BIOTICA

Jak Wam wspominałam wygrałam w grudniu konkurs na testerkę Twojego Stylu. W związku z tym tuż przed Świętami otrzymałam paczkę pełną kosmetyków :)

I zaczęło się. Wklepywanie,smarowanie, malowanie i ocenianie efektów. Wszystkie recenzje możecie przeczytać na forum styl.pl i zobaczyć jak prezentuje się moja opinia na tle innych.  Na blogu będę wam prezentować je w nieco rozszerzonej formie i ze zdjęciami oczywiście (gdyż na forum recenzje musiały być w określonym formacie).


Jako pierwszą chcę Wam zaprezentować hydrożelową maskę tkaninową L'biotica ze złotem. Do tej pory o maskach tkaninowych tylko czytałam, ale nigdy nie miałam okazji ich stosować.
Formuła masek tkaninowych nawiązuje do tradycji azjatyckiej i jest tam ważnym rytuałem pielęgnacyjnym.


Nie miałam także pojęcia że L'biotica produkuje kosmetyki  do pielęgnacji twarzy.Zawsze kojarzyłam ją z wysokiej jakości kosmetykami do włosów. Tymczasem okazało się że marka znacznie rozszerzyła swoją działalność.Miłe zaskoczenie :)

Maska Active Gold L'biotica zawiera kolagen,złoto i kwas hialuronowy,dzięki czemu ma za zadanie nawilżać, zapobiegać zmarszczkom i rozświetlać.Co ważne maska nie zawiera parabenów i SLS.

Złota maska L'biotica  to właściwie jakby grube, żelowe płatki, mocno nasączone płynem. Niestety tak mokre,że trudno mi było oddzielić je od plastikowych pasków ochronnych. Przy nakładaniu maski na twarz i dopasowywaniu wszystkich wycięć do otworów, maseczka  się nieco porwała na krawędzi,więc należy być bardzo ostrożnym przy ewentualnych poprawkach.



Po nałożeniu miałam dużo uciechy, gdyż wyglądałam niemal jak gwiazda filmów X-men z taką złotą twarzą,co możecie zobaczyć na zdjęciu ;)


Maska jest bezzapachowa i daje uczucie chłodu na skórze.Po jej nałożeniu najlepiej   położyć się  na 20 minut  i  zrelaksować :) w końcu jak rytuał pielęgnacyjny to na całego!

Po zdjęciu maski skóra jest lepiej napięta, a drobne zmarszczki wygładzone. Bardzo dobrze nawilża, a efekt możemy obserwować jeszcze na drugi dzień. Efektu rozświetlenia nie zauważyłam,ale skóra na pewno zdrowiej wygląda.


Cena 16 zł to dość dużo jak na jednorazowy produkt, jednak z drugiej strony jest tego warta. Świetnie sprawdzi się przed wielkim wyjściem i będzie wspaniałym uzupełnieniem codziennej pielęgnacji.

Maseczkę na pewno dostaniemy w aptekach i SuperPharmie.


Jak moja recenzja prezentuje się na tle innych,na forum styl.pl możecie sprawdzić tu:
http://www.styl.pl/forum/post,pId,69735060,dId,2303878,dNa,maska-active-gold-marki-lbiotica


poniedziałek, 6 stycznia 2014

NOWOŚCI GRUDNIOWE I WYGRANA W KONKURSIE TWOJEGO STYLU!

 Grudzień zaowocował mnogością  kosmetyków w mojej kolekcji. Mam teraz tyle zapasów,że starczy na najbliższych parę miesięcy! Ale nie byłabym sobą gdybym  się oparła nowym zakupom, więc na pewno w styczniu na coś się skuszę!
Poniżej znaczna część moich grudniowych zakupów. Trochę kosmetyków dostałam także na Święta, jednak je opiszę i pokażę trochę później.

ujędrniający krem do ciała Dove
"Armia" do pielęgnacji włosów: nawilżająca odżywka,szampon z olejami i odżywka-maska z olejami Dove


balsam z masłem Shea do ciała Dove

balsam do ciała z daktylem i kokosem Bielendy

masło do ciała Szarlotka z cynamonem Farmony

podkład pod lakier,dzięki czemu lakier wystarczy zerwać a nie trzeba zmywać: Essence

Piaskowy lakier Wibo

pisakowy lakier MySecret
odżywka do rzęs i brwi Delia
W grudniu spotkało mnie także wielkie wyróżnienie,będące spełnieniem moich marzeń. Wygrałam konkurs na testerkę "Twojego Stylu" i dokładnie dzień przed wigilą przyjechała do mnie wielka paczka z kosmetykami do wypróbowania! Rzuciłam się w wir smarowania,wklepywania i malowania bo na wszystkie recenzje jest bardzo mało czasu (mają się pojawić do 12 stycznia)!
Recenzje będzie mogli przeczytać zarówno na forum Styl.pl jak i na blogu!

od lewej: Maska do włosów L'Biotica,herbatka relaksująca Oriflame, żel pod prysznic Playboy,mleczko do demakijażu Celia,Balsam do ust L'biotica,płyn micelarny Eveline,serum wyszczuplające Eveline,Peeling do ciala Eveline,tusz do rzęs Rimmel,Podkład Astor,Krem CC Lumene, szminka Avon i maska tkaninowa do twarzy L'biotica.

niedziela, 22 grudnia 2013

WYZWANIE EVELINE-REZULTATY


15 września napisałam,że podejmuję się przetestować odżywkę do paznokci 8 w 1 Eveline.

Efekty przerosły moje oczekiwania!

Odżywkę stosowałam według instrukcji na opakowaniu, malując jedną warstwę na dzień i zmywając po 4 dniach by zacząć zabawę od początku. Stosowałam ją przez 5 tygodni i muszę powiedzieć,że zakup tego produktu był jedną z moich najlepszych decyzji.

Odkąd pamiętam borykam się ze słabym, łamliwymi i rozdwajającymi się paznokciami.Do tego mam tendencję do  pojawiania się białych paseczków na płytce.

Zwlekałam z tym postem,ponieważ chciałam zobaczyć jak długo efekt utrzyma się po zaprzestaniu używania lakieru. Powiem jedno: długo!

Zacznijmy od samego produktu. Odżywka pachnie i wygląda jak lakier do paznokci. Nałożenie 4 warstw (dzień po dniu) daje nam lekko mleczny kolor na paznokciach,co wygląda bardzo elegancko. Dość szybko schnie, jednak można ,jak przy zwykłym lakierze, uszkodzić warstwę przez nieuwagę.Zapach jest także typowo lakierowy, nieprzyjemny. Należy uważać by nie wychodzić poza paznokieć,gdyż produkt bardzo wysusza skórę. Po zakończeniu kuracji miałam bardzo ładne paznokcie, jednak trochę czasu zajęło mi doprowadzenie do ładu skórek wokół nich.

Jestem obecnie prawie 2 miesiące po kuracji i nadal moje paznokcie są twarde, odporne na złamanie, a nawet białe kreseczki praktycznie zniknęły. Na ich kondycję nie wpływa używanie zwykłych lakierów, ani prace domowe.Zauważyłam także,że ich powierzchnia jest także bardzo wyrównana.

Podsumowując jestem bardzo zadowolona z tego produktu i z czystym sumieniem polecam go wszystkim mającym problemy z paznokciami! Ja, dzięki Eveline, zapomniałam już co to takiego łamliwe paznokcie :)

czwartek, 12 grudnia 2013

ODŻYWKA DO WŁOSÓW ZNISZCZONYCH TONI & GUY

Jak wielokrotnie wspominałam mam suche, puszące się włosy. Dlatego też nieustannie poszukuję odżywki idealnej, która zniweluje choć w części ten problem.

Odżywka Toni & Guy ideałem może nie jest ale jest mu bliska.


Z początku uznałam, że to żadna rewelacja i zmieniłam na Wellę. Gdy ta mi się skończyła, z braku wyboru wróciłam do T&G i dopiero zobaczyłam różnicę. Na plus oczywiście!

 Jest bardzo wydajna, opakowanie miałam chyba ponad pół roku. Już mala ilość wystarczy by odżywić włosy, a wręcz im mniej tym lepiej, gdyż przesada może skończyć się przetłuszczaniem włosów.
Włosy są po niej błyszczące i  miękkie w dotyku.Skłamałabym mówiąc, że po niej moje włosy się nie puszą, ale zdecydowanie puszą się mniej.

Odżywka obciąża także czuprynę, więc nie polecałabym jej właścicielkom cienkich włosów. U mnie to jej zaleta :)

 Największą wadą produktu jest cena: prawie 30 zł. Z drugiej strony, zważywszy na jej wydajność, warto.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

ORIGINAL SOURCE CZYLI NIERUTYNOWE ŻELE POD PRYSZNIC



Jakiś czas temu na rynku pojawiły się nowe żele pod prysznic Original Source. Ja dowiedziałam się o nich z Instagrama Macademian Girl. Urzekło mnie połączenie składników, do tej pory rzadko spotykanych w innych kosmetykach.

Trochę zwlekałam z ich zakupem, bo jak na żele nie są najtańsze (ok 10 zł), ale skusiła mnie promocja.
Pierwszy był limitowaną edycją o zapachu Śliwki z Syropem Klonowym. Kolejny,  i jak do tej pory mój ulubiony, to Limonka i Drzewo herbaciane (bardzo energetyzujące!).
Czekolada nie do końca mi odpowiadała,choć pachniała smakowicie.


Gdy natrafiła w Rossmannie na promocję 2 w cenie 1, przepadłam! I zaopatrzyłam się na długi czas :D
Obecnie w użyciu jest Ananas z  letniej edycji limitowanej (cudny cudny!), a w kolejce czekają Mango i Orzechy Macadamia oraz Pomarańcza z Lukrecją.

Prócz obłędnych zapachów, żele wyróżniają się intensywnymi kolorami i nierutynowym podejściem marketingowym. Jestem z tych, którzy namiętnie czytają etykiety na opakowaniach. Tu prócz informacji o produkcie podanej w żartobliwy sposób, znajdziecie także zachętę do recyklingowania opakowań. Tylko pogratulować pomysłu i świadomości ekologicznej!

Jeśli chodzi o sam produkt, to prócz wspomnianego zapachu, żel także nie wysusza skóry. Ma postać gęstej galaretki, która delikatnie się pieni, w związku z czym jest bardzo wydajny.

Obecnie w ofercie znajdziemy także płyny do kąpieli, niestety tylko  w niektórych wariantach zapachowych.
Czekam także na balsamy do ciała ,bo coś czuję że to byłby przebój!

Tymczasem zachęcam do zapoznania się z Original Source i przełamania naszej codziennej rutyny życiowej!

środa, 6 listopada 2013

DOMOWA PIELĘGNACJA TWARZY CZYLI MÓJ SPOSÓB NA PIĘKNĄ CERĘ

W dzisiejszym poście pokażę wam jak dbam o cerę. Każdy z nas chciałby cieszyć się piękną skórą, pełną blasku i pozbawioną zmarszczek. Niestety samo z siebie się to nie stanie i trzeba włożyć w to nieco wysiłku. A nawet więcej niż "nieco", zważywszy na to jak większość z nas ciężko pracuje i ile mu czasu zostaje na swoje potrzeby. Z tym problemem braku czasu i sił borykam się i ja i muszę się przyznać, że czasem odpuszczam sobie cotygodniową pielęgnację maseczkami. Niestety moja cera natychmiast mi o tym boleśnie przypomina: pojawiają się wypryski, podkład się źle rozprowadza i wygląda jak maska. Bo trzeba pamiętać, że na przesuszonej skórze żaden makijaż nie wygląda dobrze.

Zatem korzystając z długiego weekendu wzięłam się za siebie. W ruch poszły peelingi, glinki i płatki relaksujące. Poniżej przedstawiam Wam mój przepis na promienną cerę.

Zaczynam od złuszczania skóry peelingiem Bourjois z pomarańczą i drobinkami bambusa.



Kupiłam go trochę z przypadku, ponieważ mój ulubiony Avonu przestał być produkowany. I to był strzał w 10! Peeling pięknie pachnie cytrusami. Jest drobnoziarnisty więc nie podrażania delikatniej skóry ( nie nadaje się jednak do cer naczynkowych, jak wszystkie peelingi ziarniste!). Peeling nakładamy na wilgotną skórę i delikatnie masujemy, złuszczając naskórek. Choć  nazwa wskazuje, że również rozświetla, ja takiego efektu nie zaobserwowałam.
Cena:ok 16 zł za 75.ml

Następnie nakładam maseczkę oczyszczającą, czyli którąś z glinek Ziaja. Moją ulubioną jest glinka brązowa,gdyż pachnie jak budyń :) Ważne jest to że żadna z nich nie wysusza cery, co zdarza się przy glinkach innych firm. W ofercie znajdziemy także : zieloną, różową, żółtą,brązową,szarą i czerwoną.
Każda z nich oczyszcza ale także każda z nich dedykowana jest także innym potrzebom. I tak:zielona nawilża, różowa koi ,brązowa regeneruje, żółta jest antystresowa, szara oczyszcza, a czerwona dotlenia.
Ja tym razem użyłam glinki szarej,którą widzicie na zdjęciu.















cena ok 2,90 za saszetkę,starcza na 3-4 użycia.

W kolejnym etapie zdecydowałam się na odżywczą maseczkę Dax Cosmetics z miodem i migdałami. 



Maseczka ma postać gęstego kremu,dlatego polecana jest raczej do cer suchych, ponieważ może zapychać pory. Nakładamy grubszą warstwę na twarz i szyję i czekamy aż się wchłonie, rozkoszując się miodowym aromatem.
Jak widzicie na zdjęciu w kolejce czeka także wersja aloesowa :)
Cena:1,50 za saszetkę, która starcza na ok 2 użycia.

By już sobie kompletnie dogodzić po odżywieniu nadszedł czas na relaks czyli koreańskie płatki z Plumerią.



Płatki są nasączone płynem i trochę w nim zanurzone. Z tego powodu trudno oddzielić jeden od drugiego, ale po chwili się udaje. Decyduję się na położenie ich na całą twarz i na powieki. I na 15 minut odpływam....wokół mnie tylko piękny zapach.. czuję jak moja skóra chłonie wszelkie dobroczynne składniki. Po 15 minutach skóra jest rozświetlona, napięta i widocznie wypoczęta. Jednak Azjatki wiedzą co dobre! Na aplikację zużyłam 6 płatków plus 2 na powieki. Opakowanie liczy 10 sztuk, zatem opakowanie w sumie starcza na raz.
Dostępne w Hebe w cenie 6 zł, w wielu wariantach.

ja podczas aplikacji :D


Teraz mogę śmiało rozpoczynać kolejny tydzień pracy! :)
A wy jak dbacie o cerę?