czwartek, 12 grudnia 2013

ODŻYWKA DO WŁOSÓW ZNISZCZONYCH TONI & GUY

Jak wielokrotnie wspominałam mam suche, puszące się włosy. Dlatego też nieustannie poszukuję odżywki idealnej, która zniweluje choć w części ten problem.

Odżywka Toni & Guy ideałem może nie jest ale jest mu bliska.


Z początku uznałam, że to żadna rewelacja i zmieniłam na Wellę. Gdy ta mi się skończyła, z braku wyboru wróciłam do T&G i dopiero zobaczyłam różnicę. Na plus oczywiście!

 Jest bardzo wydajna, opakowanie miałam chyba ponad pół roku. Już mala ilość wystarczy by odżywić włosy, a wręcz im mniej tym lepiej, gdyż przesada może skończyć się przetłuszczaniem włosów.
Włosy są po niej błyszczące i  miękkie w dotyku.Skłamałabym mówiąc, że po niej moje włosy się nie puszą, ale zdecydowanie puszą się mniej.

Odżywka obciąża także czuprynę, więc nie polecałabym jej właścicielkom cienkich włosów. U mnie to jej zaleta :)

 Największą wadą produktu jest cena: prawie 30 zł. Z drugiej strony, zważywszy na jej wydajność, warto.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

ORIGINAL SOURCE CZYLI NIERUTYNOWE ŻELE POD PRYSZNIC



Jakiś czas temu na rynku pojawiły się nowe żele pod prysznic Original Source. Ja dowiedziałam się o nich z Instagrama Macademian Girl. Urzekło mnie połączenie składników, do tej pory rzadko spotykanych w innych kosmetykach.

Trochę zwlekałam z ich zakupem, bo jak na żele nie są najtańsze (ok 10 zł), ale skusiła mnie promocja.
Pierwszy był limitowaną edycją o zapachu Śliwki z Syropem Klonowym. Kolejny,  i jak do tej pory mój ulubiony, to Limonka i Drzewo herbaciane (bardzo energetyzujące!).
Czekolada nie do końca mi odpowiadała,choć pachniała smakowicie.


Gdy natrafiła w Rossmannie na promocję 2 w cenie 1, przepadłam! I zaopatrzyłam się na długi czas :D
Obecnie w użyciu jest Ananas z  letniej edycji limitowanej (cudny cudny!), a w kolejce czekają Mango i Orzechy Macadamia oraz Pomarańcza z Lukrecją.

Prócz obłędnych zapachów, żele wyróżniają się intensywnymi kolorami i nierutynowym podejściem marketingowym. Jestem z tych, którzy namiętnie czytają etykiety na opakowaniach. Tu prócz informacji o produkcie podanej w żartobliwy sposób, znajdziecie także zachętę do recyklingowania opakowań. Tylko pogratulować pomysłu i świadomości ekologicznej!

Jeśli chodzi o sam produkt, to prócz wspomnianego zapachu, żel także nie wysusza skóry. Ma postać gęstej galaretki, która delikatnie się pieni, w związku z czym jest bardzo wydajny.

Obecnie w ofercie znajdziemy także płyny do kąpieli, niestety tylko  w niektórych wariantach zapachowych.
Czekam także na balsamy do ciała ,bo coś czuję że to byłby przebój!

Tymczasem zachęcam do zapoznania się z Original Source i przełamania naszej codziennej rutyny życiowej!

środa, 6 listopada 2013

DOMOWA PIELĘGNACJA TWARZY CZYLI MÓJ SPOSÓB NA PIĘKNĄ CERĘ

W dzisiejszym poście pokażę wam jak dbam o cerę. Każdy z nas chciałby cieszyć się piękną skórą, pełną blasku i pozbawioną zmarszczek. Niestety samo z siebie się to nie stanie i trzeba włożyć w to nieco wysiłku. A nawet więcej niż "nieco", zważywszy na to jak większość z nas ciężko pracuje i ile mu czasu zostaje na swoje potrzeby. Z tym problemem braku czasu i sił borykam się i ja i muszę się przyznać, że czasem odpuszczam sobie cotygodniową pielęgnację maseczkami. Niestety moja cera natychmiast mi o tym boleśnie przypomina: pojawiają się wypryski, podkład się źle rozprowadza i wygląda jak maska. Bo trzeba pamiętać, że na przesuszonej skórze żaden makijaż nie wygląda dobrze.

Zatem korzystając z długiego weekendu wzięłam się za siebie. W ruch poszły peelingi, glinki i płatki relaksujące. Poniżej przedstawiam Wam mój przepis na promienną cerę.

Zaczynam od złuszczania skóry peelingiem Bourjois z pomarańczą i drobinkami bambusa.



Kupiłam go trochę z przypadku, ponieważ mój ulubiony Avonu przestał być produkowany. I to był strzał w 10! Peeling pięknie pachnie cytrusami. Jest drobnoziarnisty więc nie podrażania delikatniej skóry ( nie nadaje się jednak do cer naczynkowych, jak wszystkie peelingi ziarniste!). Peeling nakładamy na wilgotną skórę i delikatnie masujemy, złuszczając naskórek. Choć  nazwa wskazuje, że również rozświetla, ja takiego efektu nie zaobserwowałam.
Cena:ok 16 zł za 75.ml

Następnie nakładam maseczkę oczyszczającą, czyli którąś z glinek Ziaja. Moją ulubioną jest glinka brązowa,gdyż pachnie jak budyń :) Ważne jest to że żadna z nich nie wysusza cery, co zdarza się przy glinkach innych firm. W ofercie znajdziemy także : zieloną, różową, żółtą,brązową,szarą i czerwoną.
Każda z nich oczyszcza ale także każda z nich dedykowana jest także innym potrzebom. I tak:zielona nawilża, różowa koi ,brązowa regeneruje, żółta jest antystresowa, szara oczyszcza, a czerwona dotlenia.
Ja tym razem użyłam glinki szarej,którą widzicie na zdjęciu.















cena ok 2,90 za saszetkę,starcza na 3-4 użycia.

W kolejnym etapie zdecydowałam się na odżywczą maseczkę Dax Cosmetics z miodem i migdałami. 



Maseczka ma postać gęstego kremu,dlatego polecana jest raczej do cer suchych, ponieważ może zapychać pory. Nakładamy grubszą warstwę na twarz i szyję i czekamy aż się wchłonie, rozkoszując się miodowym aromatem.
Jak widzicie na zdjęciu w kolejce czeka także wersja aloesowa :)
Cena:1,50 za saszetkę, która starcza na ok 2 użycia.

By już sobie kompletnie dogodzić po odżywieniu nadszedł czas na relaks czyli koreańskie płatki z Plumerią.



Płatki są nasączone płynem i trochę w nim zanurzone. Z tego powodu trudno oddzielić jeden od drugiego, ale po chwili się udaje. Decyduję się na położenie ich na całą twarz i na powieki. I na 15 minut odpływam....wokół mnie tylko piękny zapach.. czuję jak moja skóra chłonie wszelkie dobroczynne składniki. Po 15 minutach skóra jest rozświetlona, napięta i widocznie wypoczęta. Jednak Azjatki wiedzą co dobre! Na aplikację zużyłam 6 płatków plus 2 na powieki. Opakowanie liczy 10 sztuk, zatem opakowanie w sumie starcza na raz.
Dostępne w Hebe w cenie 6 zł, w wielu wariantach.

ja podczas aplikacji :D


Teraz mogę śmiało rozpoczynać kolejny tydzień pracy! :)
A wy jak dbacie o cerę?




poniedziałek, 14 października 2013

NOWOŚCI W KOSMETYCZCE

Jak wiadomo na jesienną chandrę najlepsze są zakupy :) 
Oto moje najnowsze nabytki!

Pachnący i uroczy lakier do paznokci-Drogerie Hebe

Kredka do oczu Maybelline Masterdrama Chromatic kolor: turquoise vibe

Kredka do oczu Maybelline Masterdrama-zamierzam używać na linię wodną :)

Płatki relaksujące do twarzy i oczu-Drogerie Hebe

maseczki Dax Cosmetics

Odżywka do rzęs i brwi Celia

odżywka do rzęs i brwi Celia

Tusz do rzęs wydłużająco-podkręcający Eveline 

poniedziałek, 7 października 2013

FLOWERBOMB VIKTOR & ROLF CZYLI MOJE PERFUMY CZ.1

Zapachy są na tyle subiektywne, że w mojej opinii  trudno je ocenić. Niemniej zostałam ostatnio o to poproszona, więc postanowiłam spróbować.

Na pierwszy rzut poszło FLOWERBOMB, który dostałam w prezencie.


Wokół samego zapachu swojego czasu było mnóstwo szumu. Skandal dotyczył kształtu buteleczki czyli granatu ręcznego.Twierdzono, że nawołuje do przemocy i z części krajów zapach wycofano i zabroniono sprzedaży. Oczywiście zabieg ten spowodował jeszcze większe zainteresowanie zapachem.

Nuty zapachowe perfum to:
nuta głowy: herbata, bergamota
nuta serca: jaśmin wielkolistny, osmantus, drzewo pomarańczowe, orchidea Cattleya, frezja, róża centyfolia
nuta bazy: wanilia, żywica styraksowa, paczula 




Powiem szczerze, że niezmiernie trudno mi znaleźć zapach, który by mi się podobał. Zazwyczaj zachwycam się perfumami męskimi i kiedyś nawet jeden  kupiłam i stosowałam ;) Lubię bowiem perfumy ziołowe lub nieoczywiste kwiatowe z domieszką czegoś dziwnego jak np moje ulubione DKNY Red Delicious.Nie cierpię słodkich, a zwłaszcza waniliowych!

No ale jak mówią darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, zatem zabrałam się do testowania Flowerbomb.

Wybieranie perfum to dla mnie proces wieloetapowy. 

Najpierw psikam na nadgarstek i sprawdzam czy zapach mnie nie odrzuca. Jeśli mi się podoba, noszę go cały dzień i sprawdzam jak moje ciało na niego reaguje. Niestety czasem zdarza się, że choć w pierwszej chwili perfumy mi się podobały, z czasem stają się nie do zniesienia i kończy się to bólem głowy i mdłościami. Jeśli zapach przeszedł test jednego dnia, zwiększam powierzchnię jego zastosowania do naniesienia go na ubranie i dekolt. W moim przypadku odpada stosowanie za uszami, gdyż wszystkie perfumy mnie uczulają w tym miejscu. Jeśli i ten test zostanie zdany, a zapach stanie się dla mnie niewyczuwalny, to znak że te perfumy mogę stosować!


Takim zatem testom poddałam i Flowerbomb, który przeszedł,choć przyznaję że musiałam się trochę do niego przyzwyczaić. Nie jest to bowiem moja grupa zapachowa. Jest słodki, ale wanilia jest na szczęście słabo wyczuwalna,bo to by go skreśliło na wieki ;) Niemniej przyjemnie otula ciało i delikatnie towarzyszy mi w ciągu dnia. Polubiliśmy się z czasem.

Sama bym go nie kupiła i nie sądzę że zostanie ze mną na dłużej, ale teraz muszę przyznać że ma w sobie coś.





Ja posiadam wersję 30 ml.
W  perfumeriach cena to ok 300 zł.



niedziela, 15 września 2013

WYZWANIE EVELINE!

Nie ma chyba osoby,która by mi nie polecała tej odżywki do paznokci.

Mowa oczywiście o odżywce 8 w 1 firmy Eveline.

Postanowiłam zatem podjąć wyzwanie i przetestować ją na moich marnych paznokciach.
O efektach nie omieszkam was poinformować! :D



NOWOŚCI!

Dawno nie pokazywałam wam żadnych nowości, więc teraz przedstawiam kilka nowych nabytków, o których wkrótce na blogu!

Astor Soft Sensations LipButter, kolor: Unguilty Pleasure.Niestety po 3 razach w torebce praktycznie starły się wszystkie napisy :(

Astor Lip Butter, kolor: Unguilty Pleasure

Pomadka pielęgnacyjna o zapachu i smaku Coca Coli!

I jak widać w kolorze Coca-Coli!

Korektor dwustronny Celia z jednej strony rozświetlający , z drugiej kryjący.

Kolor 01 czyli jasny :)